sobota, 28 stycznia 2017

primum non nocere


I'll be the one to protect you from your enemies and all your demons
I'll be the one to protect you from a will to survive and a voice of reason




Imię: Edgar Cyril
Nazwisko: Henderson
Wiek: 38 lat
Płeć: Mężczyzna
Data urodzenia: 11 marca 1993
Rodzina:
  • Amanda Henderson - matka, Amerykanka, popełniła samobójstwo w wieku 31 lat
  • James Henderson - ojciec, Anglik, emigrant, pastor parafii w niewielkim amerykańskim mieście; zastrzelony przez żonę w wieku 34 lat
  • Laurence Henderson - wuj od strony ojca, zmarły na froncie w wieku 40 lat
Związek: Brak
Przynależność: Prowadzi badania dla wojska, ale oficjalnie pozostaje neutralny, choć ma także kontakty i kilka zasług u Świetlików
Praca: Lekarz, specjalizacja chirurgiczna i psychiatryczna
Stanowisko: Brak
Umiejętności: Płynnie w mowie i piśmie posługuje się rodzimą angielszczyzną i językiem włoskim, jest obeznany z łacińską terminologią lekarską, posiada rozległą wiedzę medyczną, biologiczną oraz chemiczną, częściowo także historyczną, jednak związaną głównie z medycyną. Ma prawo jazdy, ale za kierownicą od zawsze siadał raz na przysłowiowy ruski rok, a teraz już zwyczajnie nie ma jak. Przejawia zaskakującą umiejętność życia przez tydzień na samej kawie i spożywanej raz na jakiś czas kanapce z zeschniętym schabem zwiniętej ze stołówki w przerwie między operacjami. Ludzka psychika, zachowania i motywy nie mają przed nim tajemnic, i choć jego wiecznie kamienna twarz może nieco niepokoić, to jednak jak nikt inny potrafi do człowieka dotrzeć i uspokoić go w nader skuteczny sposób. Reprezentuje ścisłą czołówkę światowych chirurgów operujących w praktyce i niewykładających medycyny na wysokich uniwersytetach; umie jak nikt zachować zimną krew w stresującej sytuacji i na zawołanie opanować trzęsące się dłonie. Średnio tańczy, beznadziejnie śpiewa i dawno już zapomniał jak gra się na fortepianie, nie jeździ konno ani nie bije życiowych rekordów w pływaniu stylem grzbietowym - umie za to nastawić bark, wyciąć wyrostek robaczkowy i w cudowny sposób wyleczyć wszelkie objawy grypy, mając do dyspozycji wyłącznie domową nalewkę z malin i dwie Aspiryny, bo, cóż, jest człowiekiem do bólu praktycznym.
Charakter: Wydawać by sie mogło, że ktoś z jego przeszłością nie powinien być nawet dopuszczany w pobliże dziedziny nauki zajmującej się badaniem chorób psychicznych i pomaganiem w rozwiązywaniu związanych z nimi problemów. Jemu samemu nieraz podczas pierwszych lat praktyk przychodziło na myśl, że to raczej on powinien siedzieć po drugiej stronie szklanego stolika do kawy, w fotelu naprzeciw, i spowiadać się ze swych traum - ot tak, po prostu, w najmniej odpowiednim momencie, gdy powinien był skupiać całą swoją uwagę na swoim pacjencie. Więc nauczył się to robić. Z czasem spychanie własnych obaw i skojarzeń z nieprzyjemnymi wspomnieniami, wywoływanymi często przez całkowicie niewinny szczegół, stawało się coraz prostsze, aż w końcu weszło mu w krew do tego stopnia, że zaczął robić to niemal instynktownie, podświadomie. Wchodzenie do cudzych głów i słuchanie o cudzych problemach stało się dla niego tak naturalne, tak oczywiste i proste, a przy tym tak dziwnie uzależniające, że gdzieś po drodze zwyczajnie zapomniał wejść głębiej we własny umysł. Rozwiązać swoje problemy. Podobno lekarz nie stosuje się do własnych recept. Od zawsze miał analityczny umysł, podświadomie analizował wszystko i wszystkich, więc kariera psychiatry była dla niego czymś na dobrą sprawę oczywistym i nieuchronnym. Od zawsze zachowywał pewien dystans od innych ludzi - może nie izolował się, ale z pewnością pozostawał raczej na uboczu, zdecydowanie lepiej czując się poza tłumem. Od zawsze obserwował, słuchał, wyciągał własne wnioski, ale rzadko się angażował. Od zawsze też uważał się za w pewien sposób lepszego od pozostałych, czy to dzieci, czy kolegów ze studiów, czy wreszcie znajomych po fachu, pacjentów, ich rodzin. Zawsze miał o sobie wysokie mniemanie, zawsze emanował dumą, której nikomu nie pozwoliłby splamić. Zawsze bił od niego spokój, ten specyficzny rodzaj opanowania, który zdaje się wypełniać swą chłodną obecnością całe pomieszczenie, sprawiając, że każda obecna w nim osoba ma ochotę skulić się, zginając kark przed stworzeniem wyraźnie wyższym umysłowo niż ona sama. Zawsze onieśmielał ludzi swą kamienną twarzą i spojrzeniem, w którym beznamiętność i znużenie przeplatały się od czasu do czasu z błyskiem irytacji - lub czegoś na kształt fascynacji charakterystycznej dla naukowca, który właśnie ujrzał coś nowego, ważnego dla swych badań, i podchodzi do tego z czystą zawodową ciekawością. Zawsze potrafił też wzbudzać zaufanie, sprawiać, że inni otwierają się przed nim, samemu nie wpuszczając przy tym nikogo do środka, wgłąb. Jest poważny, dystyngowany i szczery wobec swych pacjentów. Jest profesjonalistą i tak też się zachowuje, podchodząc do ludzi od strony czysto naukowej, zupełnie jakby widział w nich wyłącznie obiekt badań, zwierzęta, z których jedynie niektóre są na tyle interesujące, by były godne poświęcenia im uwagi i czasu. Obojętność, tak ważna podczas sesji terapeutycznych czy operacji, obejmuje większą sferę jego życia, idąc ramię w ramię ze zdolnością szybkiej analizy sytuacji, zdecydowanego działania, podejmowania decyzji pod presją czasu i stresu. Nie przywiązuje się i nie wchodzi w jakiekolwiek związki, nie odzywa się bez potrzeby, nie ma też w zwyczaju przerywać innym jeśli nie ma takiej konieczności, uważając kulturę osobistą za rzecz nadzwyczaj istotną. Ktoś kiedyś określił go jako "aż zbyt silną osobowość", i kto wie, czy nie miał racji - Edgar to rzeczywiście typ charakteru, w którego definicję wpisuje się podświadoma chęć dominacji, utrzymywania kontroli nad każdą sytuacją; bez niej zaczyna czuć się niepewnie, niczym osoba pozostawiona na lodzie, jeszcze nie pękającym, ale już skrzypiącym niebezpiecznie pod jej butami... sęk w tym, że zamiast brutalnej siły użyje własnej wiedzy, własnych zdolności, własnej przewagi intelektualnej nad zwykłym, szarym homo sapiens, by ów kontrolę uzyskać. Dużo wymaga od siebie, niewiele za to od innych; człowiek, jak już zostało wspomniane, jest dla niego zwierzęciem, łatwym do zmanipulowania, na którego umysł można wpłynąć w dowolny sposób, kształtując jego myśli i zmieniając sposób postrzegania rzeczywistości, sposób postrzegania samego siebie. Niczym więcej. Tylko zwierzęciem.
Historia: Od zawsze był typem intelektualisty nieprzepadającym za okazywaniem uczuć - nie ważne, czy miał być ich źródłem, czy też celem. Urodzony jako pierworodne i jedyne dziecko brytyjskiego imigranta, pastora parafii w Kalispell w Montanie, i jego żony, poślubionej niecały rok wcześniej. Syna po długich wieczornych debatach przy stole w jadalni zdecydowali się ochrzcić Edgarem, choć James przez długi czas upierał się na Franciszka. Dziecko rozwijało się wręcz książkowo, było zdrowe i radośnie gaworzyło, szybko zresztą nauczyło się chodzić i wymawiać pierwsze słowa, i zdawać by się mogło, że rodzina była szczęśliwa, że wszystko było w jak najlepszym porządku. I było, przynajmniej przez pierwsze trzy lata. Kilka miesięcy po trzecich urodzinach chłopca jego ojciec po raz pierwszy uderzył żonę - i od tamtego momentu szczęście rodzinne zaczęło systematycznie walić się w gruzy. James zrobił się agresywny bez jakiegoś wyraźnego powodu; ot, po prostu któregoś dnia zaczął wyżywać się na Amandzie, i od tamtej pory robił to regularnie, karząc ją za najdrobniejsze "przewinienia", takie jak rzekomo źle wyprasowana koszula lub wessana przez pralkę skarpetka, za każdym razem usprawiedliwiając się obowiązkiem wymierzania kary grzesznikom w imię Bożej sprawiedliwości. Jego obsesja na punkcie grzechu szybko zaczęła dotykać także Edgara; dziecko, początkowo chronione przez matkę, która do końca swoich dni starała się stać na straży dobra syna i przyjmować na siebie większość wymierzonych w niego ciosów, było bite za byle drobnostki, nieraz na tyle dotkliwie, że nie było puszczane do przedszkola w obawie, że ktoś zobaczy czarne sińce na jego drobnych rączkach i nóżkach. Następne lata chłopiec przeżył w ciągłym strachu przed okrutnym ojcem, zdezorientowany i niepewny, co powinien robić - z jednej strony matka ostrzegała go co dzień kilkukrotnie, by nie rozwścieczył niczym ojca, a z drugiej sam Edgar nie potrafił nienawidzić mężczyzny, który nieraz przecież zamachnął się na niego miotłą lub pustą szklaną butelką. Był do niego przywiązany tak, jak tylko dziecko potrafi być przywiązane do rodzica, i choć bał się jego wściekłości, to jednak wciąż kochał go i szanował. Nie przeszkadzały mu kary, choć niejedną noc łkał z bólu w poduszkę. Ale dawał sobie radę - w przeciwieństwie do matki. Amanda, przerażona, zastraszona, trzęsąca się ze strachu o siebie i dziecko, przeszła poważne załamanie nerwowe, które doprowadziło ją do ostateczności. Zdesperowana, pewnego sobotniego poranka chwyciła schowany głęboko w jednym z pudeł stojących w kącie piwnicy pistolet i wyszła do salonu. Najpierw wycelowała w syna, ale roztrzęsiona zamiast w głowę postrzeliła dziecko w ramię. Jej mąż nie miał tyle szczęścia, trafiony w aortę szyjną; jego śmierć była bolesna i nastąpiła w wyniku wykrwawienia w drodze do szpitala. Edgar nie mógł nic poradzić ani na zgon ojca, ani na samobójstwo matki, która, przerażona tym, co zrobiła, i przekonana, że i tak za chwilę zginie z ręki Jamesa, popełniła samobójstwo w progu do salonu, na oczach ośmioletniego dziecka strzelając sobie w usta. Następne tygodnie są dla niego zamazanym wspomnieniem - pamięta niewyraźnie przyjazd do szpitala, pojawienie się siostry zakonnej, która zabrała go do prowadzonego przez siebie sierocińca, w którym spędził następne dziesięć lat. Pamięta, że był dziwnie odrętwiały, zupełnie jakby wszystkie ludzkie emocje zostały z niego usunięte chirurgicznie, zostawiając jedynie pustą, niezdolną do odczuwania żalu, radości czy wyrzutów sumienia skorupę. Pamięta twarz umierającego w kałuży własnej krwi ojca, bladą, spoconą, o szklistych oczach, w których lśniło przerażenie. Lęk przed śmiercią, ironiczne ostatnie uczucie dla kogoś, kto większość życia poświęcił Bogu. Więc Edgar uciekł w naukę, starając się odciąć od wszelkich wspomnień i uczuć, powoli zabijając w sobie tę cudownie empatyczną ludzką cząstkę, jaką nosi w sobie każdy człowiek - pozostało w nim tylko naukowe wyrachowanie, chora ambicja, chęć kontrolowania wszystkiego i wszystkich, realizacji swych własnych celów, a ponad wszystko niezaspokojona, nieograniczona czymś tak prozaicznym, czymś tak przyziemnym jak współczucie rządza wiedzy. Był genialny. Przeskoczył trzy klasy szkoły podstawowej, potem dwie licealne, na studia medyczne poszedł w wieku lat piętnastu, ukończył w wieku lat dwudziestu trzech ze specjalizacją psychiatry i psychochirurga. W tym samym roku wybuchła epidemia, nastąpił koniec świata, a Edgar zmuszony był rozpocząć pracę w jednym z wiecznie wypełnionych rannymi szpitalach w strefie kwarantanny w Detroit, w ktorym na dobrą sprawę pracuje do dziś. Po drodze rozpoczął badania nad grzybem Cordyceps dla rządu, pomógł tu i tam organizacji Świetlików, słowem - wsadził nos tam, gdzie był akurat potrzebny ktoś taki jak on, i całkiem nieźle na tym wyszedł.
Aparycja: Ma nieco ponad metr osiemdziesiąt sześć wzrostu, ale każdy, kto zna go osobiście, potwierdzi, że wydaje się jeszcze wyższy - szczególnie jeśli zdarzy mu się wskoczyć w lekarski kitel. Jest nieźle zbudowany, choć jedyny sport, który kiedykolwiek uprawiał, to poranna przebieżka po pobliskim parku, choć fakt faktem, że nie należy do mężczyzn przesadnie barczystych. Ma twarde rysy twarzy, odziedziczone po ojcu wraz z ciemnobrązowymi, gęstymi włosami, zazwyczaj skrzętnie ułożonymi z samego rana, i szerokim mostkiem nosa. Oczy za to, w tym ciepłym, głębokim odcieniu brązu, który przy odpowiednim oświetleniu zdaje się wpadać niemal w czerń, dostał po matce - podobnie zresztą jak przeciętną cerę, zabawnie pełną dolną wargę i zwyczaj maniakalnej dbałości o szczegóły. Nawet mimo panującej powszechnie biedy, głodu, nędzy i generalnie rzecz ujmując zagłady ludzkości, Edgar i tak będzie dobrze ubrany, w skrojony na miarę garnitur z kamizelką, koszulę z kołnierzykiem, pasujący krawat i lśniące buty, zupełnie jakby świat wcale się właśnie nie kończył.
Orientacja: Demiseksualny
Steruje: frania099 / frania099@gmail.com
Ciekawostki:
  • Przejawia naturalną awersję do wszelkiego rodzaju przezwisk i zdrobnień. Ostatnią osobą, która często nazywała go Edem, była jego matka - co prawda siostry zakonne prowadzące sierociniec uparcie zwracały się do niego per Eddy, ale irytował się za każdym razem i poprawiał je z uporem maniaka tak długo, aż nauczyły się, że dziecko nie ustąpi dopóki wszyscy nie zaczną używać jego pełnego imienia.
  • Palił od chwili ukończenia dziewiętnastego roku życia, mimo że świetnie wiedział jak uroczym nowotworem kończyć się może uzależnienie od nikotyny. Do rzucenia zmusiła go drastycznie malejąca dostępność papierosów po wybuchu epidemii; przeszedł paskudny okres głodu nikotynowego i dzisiaj jedyną pozostałością po nałogu jest odruch wkładania między zęby końcówki długopisu, co zdarza mu się najczęściej gdy jest najbardziej pochłonięty pracą.
  • Jest miłośnikiem dobrej whisky, muzyki klasycznej - tu prym wiodą skrzypce, klawikord i pianino, na którym sam niegdyś uczył się grać - oraz technik neurochirurgicznych z okresu od końca XIX do lat siedemdziesiątych XX wieku.
  • Nazwany po Edgarze Allanie Poe, którego poezją zaczytywała się jego matka.
  • Jedną z tych niewielu rzeczy, które potrafią naprawdę porządnie wyprowadzić go z równowagi, jest brak punktualności. Mężczyzna nie toleruje spóźnialstwa, nienawidzi spóźnialstwa i nigdy w życiu nie kultywował spóźnialstwa. Od momentu, w którym wysłano go do szkoły, wszędzie zawsze jest idealnie na czas - a czasem nawet przed nim.
  • Posiada pokaźną kolekcję literatury pięknej, pochodzącej głównie z XVIII i XIX wieku.
  • Za młodu fascynował się dinozaurami i astronomią, jak większość dzieci. Chciał nawet zostać archeologiem, ale szybko z tego wyrósł i przerzucił się na medycynę.
  • Od dziesiątego roku życia dokucza mu dalekowzroczność - delikatna, ale wciąż. Okulary zaczął nosić w wieku lat jedenastu.
  • Mimo swego pozornego spokoju i opanowania, potrafiłby z zimną krwią zamordować każdego, kto zwyczajnie zacząłby być dla niego niewygodny - w szufladzie biurka trzyma pistolet, na ścianie w jego gabinecie wisi niewielka kolekcja "ozdobnych" sztyletów i szpad, a w razie potrzeby mógłby użyć zwykłego skalpela lub skręcić ofierze kark. Jeden z jego pacjentów zdążył pożegnać się już w ten sposób z życiem za nachalne węszenie przy ukrytych działalnościach Edgara.
  • Blizna po ranie postrzałowej, ostatniej pamiątce po mamusi, zdobi jego lewe ramię około siedmiu centymetrów powyżej łokcia.
  • Ma wręcz zaskakująco wysoki próg bólu, a jakakolwiek forma przemocy i okrucieństwa, niezależnie wobec kogo skierowana, przeważnie nie wywiera na nim zbyt dużego wrażenia. Edgar Kamienna Twarz.
  • W czasie swej kariery psychiatry został dwukrotnie zaatakowany przez pacjenta - pierwszym była niestabilna psychicznie kobieta, której Hendersona poleciła jego znajoma z branży lekarskiej, drugim zaś mężczyzna z depresją i halucynacjami, który rzucił się na Edgara, atakując leżącym wtedy na biurku nożykiem do otwierania kopert. Nożyk ostatecznie trafił Edgara w prawe udo, a pacjent został znokautowany jednym ze stuletnich ozdobnych krzeseł służących za ozdobę w gabinecie doktora.
  • Uczulony na kocią sierść, truskawki i laktozę.
  • Nie pamięta twarzy matki; podczas dziesięcioletniego pobytu w sierocińcu przetrawił wszystkie swoje przeżycia, dochodząc do wewnętrznej konkluzji, że jego matka była wcieleniem diabła i dobrze zrobiła, popełniając samobójstwo... nigdy nie wybaczył jej też zabicia jakkolwiek okrutnego, ale wciąż ukochanego ojca. Poglądy takie wywarły dość silny wpływ na jego pogląd na kobiety ogółem - Edgar ogromną niechęcią, graniczącą nieraz z nienawiścią lub wrogością, darzy każdą kobietę w jakimkolwiek stopniu przypominającą mu jego matkę (prawdopodobnie podobieństwo budzi skojarzenia ze wspomnieniami o cieple i życzliwości rodzicielki, które mężczyzna w przeciągu lat zaczął nieodzownie kojarzyć z własnym cierpieniem i poczuciem straty).
  • Mieszka w tym samym dwupiętrowym, świetnie zadbanym domu, w którym mieszkał przed wybuchem epidemii.
  • Pedant - w jego otoczeniu wszystko musi być idealnie czyste, wszystko zawsze musi być na swoim miejscu, i jeśli ktoś odważy się przesunąć długopis o dwa centymetry w prawo, to anomalia zostanie natychmiast wychwycona, a Edgar najprawdopodobniej nie będzie w stanie należycie się skupić dopóki jej nie usunie.
  • Jego cicha obsesja kontroli pochodzi zapewne z tego samego źródła co niechęć do kobiet - przeżyć z dzieciństwa - i choć sam mężczyzna nie afiszuje się z nią zbytnio, to jednak osobie znającej go dłużej i potrafiącej rozpoznawać jego reakcje na różne bodźce nie powinien ujść uwadze fakt, że przy utracie kontroli nad sytuacją Edgar zaczyna robić się nieco nerwowy.
Inne zdjęcia: x x x x x


c o u n t i n g   b o d i e s   l i k e   s h e e p ,   t o   t h e   r h y t h m   o f   t h e   w a r   d r u m s



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz