Wbiłem wzrok w powoli oddalającą się twarz czerwonowłosego, gdyż okalanie wszystkiego wzrokiem było jedyną rzeczą skuty człowiek mógł robić. Chanyeol uśmiechnął się delikatnie jakby z politowaniem, na jego jasnej skórze rumieniec wyglądał tak niewinnie.
- Już mnie żegnasz? - Próbowałem się zaśmiać, jednak przytłaczająca powaga sytuacji uświadamiała mi że to na prawdę może być pożegnanie nie tylko z nim, ale z całym tym światem.
- Jakoś cię stąd wyciągnę, wytrzymaj. - Te słowa sprawiły że mimowolnie mój planowany uśmiech stał się tylko pobłażliwym uniesieniem brwi, przeniosłem wzrok na łańcuch na moich dłoniach i kłódkę która jakimś cudem nie była zardzewiała, a ważyła pewnie z kilogram.
- Zdecyduj się czy chcesz mojej śmierci czy nie. - Oparłem głowę o sypiącą się ścianę, kilka godzin bez możliwości ruchu powoli dawało się odczuć. Chłopak skrzywił się zaciskając usta, zdecydowanie robił to zbyt często a ja poświęcałem im zbyt dużo uwagi jak na upływ zaledwie doby i zaistniałą sytuację. Przypatrywałem się jego zaszklonym oczom zastanawiając się co takiego zrobiłem niebiosom że na niego wpadłem, i co takiego było w nim wyjątkowego co sprawiało że tak bardzo zmiękłem i byłem w stanie pozwolić się zabić gdyby tylko sobie tego zażyczył. Chanyeol podniósłszy się z ziemi wbił swój wzrok w coś za oknem, następnie spojrzał na mnie i odwrócił się z wyraźnym zamiarem opuszczenia pomieszczenia.
- W moim samochodzie jest radio. - Chłopak kiwnął lekko głową po czym zniknął mi z oczu. Głośno wypuściłem powietrze z płuc zmagając się z zardzewiałymi łańcuchami na moich kończynach, nie mogąc wykonać żadnego ruchu próbowałem nie uświadamiać sobie swojej bezbronności wobec uzbrojonych ludzi którzy nieuchronnie zmierzali w tym kierunku.
Nie byłem typem który panicznie bałby się śmierci i błagał o litość, bynajmniej nie miałem zamiaru żegnać się ze światem, nie w ten sposób, nie tamtego dnia, nie w tamtym miejscu. Poczułem zimny dreszcz na swoim ciele gdy po kilkunastu minutach drzwi otworzyły się a podłoga ugięła się pod naciskiem ciężkich butów, wstąpiła we mnie marna nadzieja że to "moi" ludzie, prysnęła gdy tylko metalowy pręt trzasnął o posadzkę zaraz obok mnie.
- Łeb do góry. - Unosząc głowę do góry napotkałem parszywy ryj faceta który próbował wybić mi zęby jakieś dwie godziny temu, ugryzłem się w język próbując nie uronić żadnej obelgi która mogłaby mnie sporo kosztować. Poczułem że odpięli łańcuchy od ściany więc szarpnąłem się do góry powalając niedoszłego dentystę na ziemię, natychmiast dopadło do mnie jeszcze dwóch i zrobili ze mną to samo, na tyle mocno bym na chwilę stracił przytomność. Otworzyłem oczy natychmiast czując w ustach metaliczny posmak krwi, miałem wrażenie że mój nos rozsypał się na kawałki.
- Tak się odwdzięczacie za dobre chęci? - prychnąłem próbując w jakiś sposób wyostrzyć nadal dość rozmazany obraz.
- Jeden za sześciu to miłosierdzie z naszej strony. - Jeden z mężczyzn zawisnął nade mną niczym cień przypatrując się mojej sponiewieranej twarzy i nagle uśmiechnął się. Uśmiechnął się tak obrzydliwie szeroko, byłem pewien że normalni ludzie nie są w stanie tak rozciągnąć szczęki. I wtedy złapał mnie za barki zaciskając ręce na tyle mocno by być pewnym że sprawi mi ból by następnie szarpnąć mną do góry i zmusić do podniesienia się. Odwróciłem głową słysząc jak człowiek w bandanie na twarzy przesuwa po podłodze jakąś skrzynię, wtedy dotarło do mnie że zrobią ze mną dokładnie to samo co robiliśmy z ich ludźmi - powieszą mnie. Zanim zdążyłem przetworzyć tą myśl, dwóch facetów podniosło mnie do góry zmuszając bym stanął na skrzyni. I mój spokój poszedł w pizdu, zacząłem się szarpać i kląć podczas gdy oni z uśmiechami na twarzach założyli mi pętlę na szyję. Drzwi znów trzasnęły i zanim któryś z katów zdążył się zorientować do pokoju wparował ojciec Chanyeol'a z wściekłością wymalowaną na twarzy, był prawie czerwony gdy stanął przede mną i zadzierając głowę do góry warknął:
- Gdzie jest mój syn?! - Posłałem mu jedynie bezczelny uśmiech, czując jak zdejmują łańcuchy z moich rąk i nóg na prawdę się go nie bałem. Azjata przygryzł wargę spoglądając na mnie, gdy nagle wyraz jego twarzy rozpogodził się i mruknął - Dobra. Bez znaczenia. - Kopnął skrzynię pode mną, także aż odjechała kawałek dalej a ja nieprzygotowany od razu spadłem w dół podduszając się, udało mi się jednakże podciągnąć do góry i złapać oddech. - Zobaczymy jak długo wytrzymasz. - Słowom mężczyzny zawtórował cichy śmiech pozostałych. Sam sobie to zgotowałem - stwierdziłem spoglądając na uśmiechniętego mężczyznę - mogłem po prostu zapomnieć.
<Chanyeol?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz