sobota, 4 marca 2017

od Luciena - cd. Mallory

- Co chcesz zrobić?
Mallory spojrzała jeszcze raz na trzymaną kartkę i zacisnęła usta. Kiedy podniosła oczy, kryła się w nich determinacja.
- Pochować. Chował te zapasy dla kogoś, nie mógł być złym człowiekiem. Zasłużył na pogrzeb. Korzystamy z nich, więc jesteśmy mu to winni.
Buty odrywały się z nieprzyjemnymi cmoknięciami od podłogi, kiedy Lucien podszedł do kobiety i zerknął jej przez ramię. Szybko przeleciał wzrokiem tekst. Mallory obserwowała, jak twarz jej towarzysza nachmurza się. Wydął z niezadowoleniem usta. 
- Zasłużyć to sobie możesz na dodatkową porcję frytek.- Nerwowo przeczesał palcami włosy.- Nie możesz skracać sobie cierpień i potem oczekiwać, że znajdzie się ktoś na tyle łaskawy, że postanowi zakryć tą piękną buźkę ziemią. Zresztą, jeśli nie zjemy tego my, to albo pewnego pięknego dnia się zepsuje, albo ktoś inny zagospodaruje to wszystko.- Wzruszył ramionami, splatając jej na piersi.
- Pytałam tylko, czy chcesz mi pomóc- mruknęła i odwróciła się do bezwładnego ciała zajmującego wannę. Z zawziętą miną podciągnęła rękawy golfa. Brwi mężczyzny powędrowały do linii włosów. Odsunął się nieco, by zrobić miejsce. 
- Ty mówisz poważnie? 
Odpowiedziało mu tylko nieco urażone milczenie. Kąciki ust Luciena zadrżały. 
- Okej, w takim razie pogrzebmy Dana. 
_____

Samo podnoszenie nie było tak trudne, co zwalczenie obrzydzenia. Mallory okryła nieboszczyka dziurawym kocem, jednak nie pomogło to na obrzydliwe mlaśnięcia towarzyszące odrywaniu ciała od ceramicznej powierzchni. Nie mówiąc już o mdlącym, wżerającym się w nozdrza zapachu gnijącego mięsa. Żadne z nich nie miało najmniejszej ochoty zastanawiać się, jak długo tutaj leży. 
Widząc grymas na twarzy Luciena, Mallory uśmiechnęła się lekko.
- Bądź facetem, to tylko trup- prychnęła. Rzeczony tchórz spojrzał na nią z wyrzutem, starając się schować nos w kołnierzyk koszuli. Stłumił jęk, kiedy dłoń obsunęła się po śliskim materiale i musnęła lepką, przeźroczystą substancję. Szybko wytarł ją w spodnie, krzywiąc usta. 
Klnąc, przenieśli nieboszczyka na prowizoryczne nosze z desek z połamanych regałów i porozrywanych prześcieradeł. Wyzwaniem okazało się przetransportowanie go przez zaryglowane drzwi. Chociaż stworzenie przejścia kosztowało ich dużo wysiłku, to spuszczanie Dana z pierwszego piętra wydawało się znacznie gorszą alternatywą. 
_____

- Spoczywaj w pokoju, znajdź swoje dziewice, czy co tam sobie wymarzyłeś.- Howland kopnął grudkę ziemi, która potoczyła się w dół grobu i odbiła od bladego policzka. Mallory trzepnęła mężczyznę w ramię. 
- Przestań.- Skarciła go i sama przeżegnała się i splotła ręce przed sobą. Jednak w jej ruchach czaiło się wahanie, jakby powtarzała dawno zapomnianą formułę. Lucien obserwował, jak wyraz jej twarzy się zmienia. Łagodnieje. Oczy kobiety zaszły mgłą, kiedy myśli odpłynęły daleko poza skromny, zapuszczony ogródek za białym domem. Chciał zapytać, co tak bardzo utkwiło jej w głowie, ale zrezygnował. Takie chwilę zawsze zmuszają do zastanowienia. Mężczyzna przywołał w pamięci obraz płomieni pełznących po szybie w krematorium. I roztrzęsiony głos ojca, gdy opowiadał, że Dolores zasłużyła na coś lepszego. Może wolałby, żeby to Lucien zginął? 
Howland zacisnął powieki, starając się odgonić niechciane wspomnienia. Roztrząsanie ich przyniesie niewiele korzyści. Poprawił rękawy, które zdążyły się już obsunąć i zaczął zgarniać ziemię rękami do dołu. Kończąc, uklepał dokładnie butem. Wyprostował się z głuchym jękiem i zerknął na Mallory. Oderwała wreszcie wzrok od grobu. Uśmiechnęła się do niego, ale delikatny grymas nie sięgnął oczu. 
- Chodź- powiedziała cicho. 
Wchodząc do domu byli lżejsi co prawda, o nieboszczyka, ale wnieśli ze sobą ponure myśli. Drzwi skrzypnęły pod naporem ciężkich mebli. Lucien i Mallory stali w zagraconym, ale jednocześnie przytłaczająco pustym holu. Oczami wyobraźni widzieli porozrzucane po dywanie zabawki, słyszeli tupot stóp. 
To kobieta poruszyła się jako pierwsza. Jej kroki zabrzmiały nienaturalnie hałaśliwie w cichym pokoju. Skierowała się do nowo odkrytej spiżarni i przeleciała wzrokiem napisy na puszkach. Cień Luciena przysłonił jej światło w momencie, w którym wszedł do pokoju.
- Popatrz.- Coś w jego głosie sprawiło, że Mallory natychmiast się odwróciła. Mężczyzna przyglądał się czemuś ze zmieszaniem. Odwrócił się do niej, ukazując mocno zakurzoną butelkę. 
- Czy to...
- Wino.


<Mallory? xd>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz