- I co, trzeba się było tak rzucać? - Chłopak obrzucił mnie zabójczym spojrzeniem, zazgrzytał nerwowo zębami jakby chciał wyskoczyć i ugryźć mnie w nos.
- Wypuść mnie - prychnął szarpiąc się jak ryba wyjęta z wody, matko, jaki on był niecierpliwy.
- Drzwi są otwarte, biegacze na pewno chętnie dotrzymają ci towarzystwa. Ale najpierw moje naboje.
Czerwonowłosy szarpnął się na bok niczym poparzony.
- Mój plecak został w wozie - oznajmił po przeczesaniu wzrokiem pokoju. Cmoknąłem niezadowolony z faktu że muszę się ruszać na podjazd. Wychyliłem się na dwór z niesmakiem witając wspomnienie deszczowego poranka, jednak tym razem pogoda zechciała być mi przychylna. Na dworze powoli zapadał zmrok, gdzieś w kącie posesji wyłapałem masywną sylwetkę jednego z psów. Otworzyłem drzwi auta sięgając po plecak który wślizgnął się pod siedzenie. Zdążyłem złapać go za ramiączko i wyciągnąć do góry gdy poczułem jak ogromny ciężar spada na moje plecy, zimne ręce zacisnęły się na mojej szyi pozbawiając mnie tchu. Udało mi się złapać chłopaka za ręce i przygnieść plecami do przednich siedzeń ze sporą siłą, wbił paznokcie w moje ramię kopiąc mnie w żebra. Złapałem go za włosy po szarpiąc nim do tyłu uderzyłem tyłem jego głowy w szybę, próbował sięgnąć mi do oczu więc w przypływie nagłego strachu uderzyłem go w głowę po raz kolejny. Łapczywie zaciągnąłem się powietrzem po czym zakaszlałem. Cały się trząsłem od przypływu adrenaliny, oszczędziłem mu życie przez co mogli przy sposobności załatwić nas obu a ten skurwiel już po raz który próbuje wkopać mnie pod tą pieprzoną warstwę gruzu która jeszcze kiedyś była ziemią. Przez chwilę przez głowę przebiegła mi przez głowę myśl "A co gdyby tak go teraz zastrzelić?" sprawiał mi same problemy i nie był do niczego potrzebny, ot co powinienem zrobić z takim delikwentem. Jednak ja wpatrywałem się w jego zbladłą twarz opartą o siedzenie kontrastującą z włosami koloru wyblakłej czerwieni spływającymi po nim niczym krwista fala. Ale to jest to czego potrzebuję żeby się nie wypalić- niebezpieczeństwa. Więc wyciągnąłem go za nogi z samochodu po czym ułożyłem go w sypialni uprzednio jednak decydując się go znów związać. Zebrałem naboje które mi się należały zasiadając obok chłopaka by załadować je do magazynków, wsłuchiwałem się w jego nieregularny oddech chwilami mając wrażenie że nie oddycha podrywałem się z miejsca by to sprawdzić. Gdy już byłem na nogach usłyszałem ujadanie psów, przekonany że to zarażony zechciał mnie odwiedzić złapałem pierwszą, lepszą broń jaką udało mi się znaleźć po czym otworzyłem okno układając się w pozycji do strzału, ku mojemu zdziwieniu jedynym co ujrzałem był drugi wóz z którego wychyliła się jedna zgrabna noga, następnie druga by w końcu ruda czupryna zajaśniała wśród zapadającej ciemności.
- Przybywam w pokoju - prychnęła nawiązując ze mną kontakt wzrokowy, z lekkim uśmiechem schowałem spluwę za pasek otwierając przed nią ciężką, metalową bramę.
- Nie przypominam sobie żebyś miała samochód - mruknąłem przyglądając się jak dziewczyna dźwiga do góry kupę złomu.
- Miałam zamiar zabrać się z tobą i tu przekimać, no wiesz. - Uniosła do góry jedną brew napotykając mój pytający wzrok. - Ale nie przyszedł Mahomet do góry, przyszła góra do Mahometa. A a propos gór, może zrobimy skok na ten stary magazyn z bronią, widziałam ten błysk w twoich ślepiach kiedy nam o nim powiedzieli - zaśmiała się w bardzo subtelny sposób zmuszając mnie do przejęcia od niej ekspresu i wprowadzenia jej do mojego domu. - Potraktuj to jako zapłatę za to cudeńko, wszystko co zgarniemy będzie twoje - mruknęła już jakby mniej obecna rozglądając się po domu, komentowała coś o braku kobiecej ręki i "męskich norach", przestałem słuchać zajmując się robotą. Nawet nie zauważyłem jak zniknęła z zasięgu mojego wzroku, zorientowałem się dopiero kiedy usłyszałem jak soczyście przeklęła budząc ze snu jednego z owczarków leżącego pod moimi nogami. Również ja poderwałem się z miejsca wpadając na nią na korytarzu, dziewczyna szarpnęła moją koszulę ze sporą siłą, przeszyła mnie wzrokiem pełnym jadu. - Co to ma być, do cholery?! - Nie słysząc odpowiedzi warknęła odpychając mnie na bok, ku mojemu zdziwieniu wcale nie udała się w stronę drzwi a wskoczyła do "warsztatu" z prędkością światła, po domu rozległ się niepokojący brzdęk gdy ta wysunęła się z powrotem ze sporej wielkości metalowym prętem w dłoni.
- Żartujesz sobie?! Odłóż to. Teraz.
- Nie widzi mi się żeby cię rozstrzelali, już wysłali za nim list gończy. - Rudowłosa przerzucała pręt z ręki do ręki zabijając mnie wzrokiem.
- Wystarczy że nie dowiedzą się do jutra, potem już nikt mi nic nie udowodni. - Złapałem koniec pręta pewnym ruchem wyrywając go jej z rąk.
- Jaki masz w tym cel?
- Skłamię jeśli powiem że nie mam żadnego ale póki co nie zawracaj sobie tym główki. -Odwróciłem głowę do tyłu przez otwarte drzwi przyglądając się czerwonowłosemu, miałem nadzieję że jednak nadal był nieprzytomny i nieświadomy próby zamachu na jego życie.
- Jesteś okropny - rzuciła odwracając się na pięcie, trzasnęła drzwiami i tyle ją widziałem. Będę musiał to naprawić, ale jutro. Jestem pewien że nie będzie się gniewać widząc te kilka magazynków naboi do jej dyspozycji.
Pokonałem drogę do sypialni, zauważyłem jak ciało chłopaka drga nagle na odgłos moich kroków, zawisłem nad nim obserwując jak zaciska powieki modląc się abym nie zauważył. Przykucnąłem przy łóżku by w moim mniemaniu sprawiać wrażenie mniejszego zagrożenia.
- Jesteś głodny? - To było głupie pytanie, Cal, wszyscy tutaj są zawsze głodni. - Jasne, że jesteś. -Więc nie czekając na odpowiedź udałem się do kuchni po czym wróciłem z jajkami sadzonymi, chlebem który jakimś cudem jeszcze nie był czerstwy i herbatą. Zastałem chłopaka leżącego na podłodze, objął mnie wzrokiem po czym przeturlał się jak najdalej od moich stóp prawie uderzając w nogę łóżka. Mimo jego sprzeciwów podniosłem go do siadu i rozluźniłem więzy na jego rękach na tyle by mógł samodzielnie jeść.
- A specjalny składnik to cyjanek, zgadłem? - mruknął smętnie spoglądając to na talerz, to na mnie.
- Jesteś jedynym tutaj który próbuje kogoś zabić - westchnąłem podpierając głowę na dłoni. -Wyluzuj, jutro wrócisz sobie do miasta i będziesz miał takich jak ja na ogonie każdego dnia.
- Co chcesz przez to powiedzieć? - Chłopak spojrzał na mnie badawczo, dopiero zorientowałem się że nie powinienem mu jeszcze mówić o sytuacji na zewnątrz. Założyłem ręce za głowę, niby niedbale. - W twoim fachu to chyba normalka.
Czerwonowłosy wzruszył niedbale ramionami.
- Jak cię wołają?
- Cal - mruknąłem dość zadowolony z obrotu sytuacji, w końcu nie próbował wydłubać mi oczu. - A tobie jak na imię?
- Chanyeol - odparł upijając łyk herbaty, uśmiechnąłem się widząc jak przygryza poparzony język.
- Chan - mruknąłem pod nosem, nawet nie do końca świadomy że wypowiedziałem to na głos.
- Nie skracaj tego - prychnął unosząc wzrok sponad kubka. Przez chwilę wpatrywałem się w jego oczy które zabłysnęły jakąś nieznaną mi dzikością. I nagle zostałem perfidnie opluty gorącą herbatą.
Chłopak prychnął śmiechem obnażając swoje równe, jasne zęby. Wziąłem głęboki oddech próbując namówić się do odpuszczenia mu ale miarka się przebrała. Pchnąłem do tyłu wytrącając mu kubek z rąk i również go oblewając, naczynie trzasnęło o podłogę w czasie kiedy szybkim ruchem przygwoździłem jego ręce do podłogi. Zatopiłem się w jego ustach czując smak gorzkiej herbaty, jego wargi powoli się poruszyły, poczułem przypływ ciepła rozchodzący się po całym ciele, chłopak delikatnie złapał zębami moją wargę, mruknąłem mu w usta. Jednak przeliczyłem się i to mocno, gdyż zamiast ją puścić wbił w nią zęby, odskoczyłem do tyłu czując w ustach metaliczny smak krwi.
- Mój błąd, mogłem się spodziewać - mruknąłem wycierając usta ręką.
<Chanyeol? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz