Nieprzerwanie mruczałem coś pod nosem, mierząc ciemnowłosego wzrokiem. Już wolę siedzieć w jakiejś dziurze niż oddać się za wolność, co samo w sobie brzmi absurdalnie
- Nie ma czegoś innego co byś chciał w zamian za wypuszczenie mnie? - spytałem po chwili, przerywającą wisząca w powietrzu ciszę.
- Nie licząc skradzionej broni, nie masz nic więcej do zaproponowania, jakbyś nie zauważył - stwierdził, patrząc na własne paznokcie i podnosząc się z ziemi.
Zacisnąłem wargi w cienką linię i przysunąłem się do pobliskiej ściany, aby przynajmniej nie dodać sobie bólu kręgosłupa w tej sytuacji. Westchnąłem cicho, pocierając dłonie o siebie nawzajem za plecami, próbując przywrócić sobie czucie w palcach. Gdyby nie to dziecko, dawno byłbym z powrotem u taty, z pożywieniem oraz bronią. To nie, musiałem postanowić, że poznanie imienia młodej dziewczynki jest ważniejsze. A teraz poznaję skutki własnego idiotyzmu
- Podnieś się - usłyszałem nagle rozkaz, podnosząc wzrok, który wbity był w wyblakłe wzorki na kurtce, poruszając po chwili skrępowanymi nogami.
- Nie mam jak - powiedziałem, przełykając wcześniej ślinę przez wyschnięte gardło, aby głos mi się przypadkiem nie załamał, a żołnierz przykucnął ponownie przy mnie, rozluźniając węzły na nogach, budząc we mnie na krótki moment instynkt, przez co próba kopnięcia ciemnookiego weszła w życie, nieudanie.
- Zrób tak jeszcze raz, a nie będziesz miał wyboru - powiedział spokojnym głosem i cieniem uśmiechu na twarzy, przytrzymując moje stopy przy podłodze.
Ugryzłem swój polik od środka, czując niedługo później zaciśnięcie sznura na kolanach. Grymas sam z siebie znalazł się na mojej twarzy i podniosłem się z ziemi, będąc złapanym za ramię przez mężczyznę. Zaciągnął mnie w stronę drzwi, wyglądając najpierw przez nie, a potem wyprowadził z budynku, idąc po wciąż mokrym błocie, które wydawało charakterystyczny dźwięk pod butami. Nie próbowałem nawet wybrać się spod chwytu ciemnowłosego, przyspieszając trochę, aby wyrównać nasze kroki i wyszedł wspólnie ze mną za bramę i wsiadł na miejsce kierowcy, wcześniej otwierając drzwi od tylnych siedzeń, zamykając je za mną po wejściu do środka
- Gdzie jedziemy? - spytałem z ciekawości, i zarazem mając wątpliwości, zawsze mogę zaraz skończyć na jakimś pustkowiu i zostać zostawionym na pastwę zarażonych.
- Zabieram ciebie do swojego domu - nie odwrócił wzroku od drogi, a ja usadziłem się wygodniej, zwracając wzrok w stronę okna, mając możliwość obserwowania obskurnych budynków i w oddali szalejących Biegaczy.
- Po co? Nic z tego nie będziesz miał - mruknąłem spokojnie, utrzymując kontakt wzrokowy przez lusterko - I i tak ci "się nie oddam" - podkreśliłem ostatnie słowa.
- Gdybym chciał, mógłbym ciebie zaliczyć na masce samochodu - odpowiedział rozbawiony, a ja zsunąłem się na swoim miejscu, na twarzy przybierając kolor taki sam jak moje włosy.
Nie zadawałem więcej pytań mężczyźnie, czując, że tego nie chce i skupiłem się na widokach na zewnątrz, opierając głowę o oparcie i zamykając oczy. Dałem odpocząć swojemu ciału, nadrabiając stracony sen, nie na długo. Minęło maksymalnie pół godziny, a ja zostałem obudzony krótkim poleceniem i zsunięcie mnie na dół
- Są patrole, jak zauważą twoją opaskę to nie będzie z tobą najlepiej - powiedział, kładąc dłoń z powrotem na kierownicy - Wychylisz się dopiero jak będziemy pod odpowiednim budynkiem.
Najwygodniejsza podróż to nie była, miałem okazję jeździć w lepszych warunkach, ale całe narzekanie znikało z mojego umysłu, jak słyszałem cudze głosy za oknami. Miałem szczęście, za co byłem mocno wdzięczny, że ludzie na zewnątrz nie zwracali zbytnio uwagi na tylne siedzenia. Po jakimś czasie droga była trochę spokojniejsza, bez zatrzymywania się. Ja za to poczułem kręcenie w nosie, a po pojeździe rozniósł się dźwięk kichnięcia, a po chwili cichy jęk bólu. Zmarszczyłem obolały nos, wycierając krew z niego o to samo kolano. Nie było jej aż tyle, abym czuł potrzebę informowania kierowcy, więc spotykając tylko na moment jego wzrok w lusterku, wróciłem do leżenia na podłodze samochodu.
Po trzydziestu minutach tylne drzwi zostały lekko uchylone przez ciemnowłosego, co sprawiło, że uderzyłem głową o kant pojazdu, sycząc cicho, aby nie zwrócić na siebie zbytnio uwagi. Minęło jednak dodatkowe dziesięć minut kiedy chłopak wyprowadził mnie z samochodu i szybkim tempem wpuścił do domu. Zahamowałem przez zrobienie kilku drobniejszych kroków i odwróciłem się w jego stronę
- Rozwiążesz mnie teraz? - spytałem, wbijając spokojny wzrok w ciemnowłosego, a ten bez odpowiedzi posadził mnie na kanapie, prowadząc najpierw w jej stronę.
Obserwowałem czynności mężczyzny, czując po chwili krew ponownie w dłoniach i luz u nóg, mając możliwość rozkraczyć się w końcu. Chodzenie ze złączonymi udami do najprostszych i najwygodniejszych nie należy, gdy ma się tak długie nogi
- To teraz masz do podjęcia- - uciął w połowie zdanie, czując przeszywający ból w policzku, co dało mi moment na podniesienie się z kanapy.
Jednak nie na długo, bo po chwili dość brutalnie zostałem złapany za ramię, a drugą ręką za buzię, co i tak nie powstrzymało mnie przed ugryzieniem dłoni ciemnookiego. Odpowiedzieć nic jednak nie mogłem, bo wszystko co mówiłem wychodziło stłumione. Miotanie się również było bezcelowe, ponieważ mimo paru uderzeń czy nawet przypadkowego nadepnięcia na stopę, żołnierz stał jak skała
- Jak mówiłem, możesz wybrać. Będę mógł mieć tą zadziorną buźkę tylko dla siebie - uśmiechnął się lekko, odsuwając dłoń od ust i chwytając mój podbródek w dwa palce - Albo dasz mi potrzebne naboje - zacisnąłem usta w cienką linię, zatrzymując wierzganie w uchwycie ciemnowłosego.
Dopiero co zdobyłem te naboje, mogłyby się przydać mi, tacie jak i reszcie świetlików. Ale zarazem nie ciągnie mnie do bycia "zabawką" jakiegoś żołnierza
- Dam ci te naboje - powiedziałem w końcu, dając radę wyrwać głowę z chwytu mężczyzny.
<Carlos?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz