środa, 22 lutego 2017

od Sandry

Wstałam kiedy słońce wstawało. Przeciągnęłam się i moją pierwszą myślą było – Kolejny wspaniały dzień wśród trupów. Spojrzałam za okno, które już dawno nie zostało umyte. Zeszłam na dół do kuchni. Mama i ciocia Izabella robiły właśnie śniadanie.
- Cześć kochanie - rzekła matka do czym podałam miskę pełną płatków zalanych mlekiem.
- Skąd to masz? – zapytałam.
- Rozdawali dziś prowiant - odpowiedziała.
Podeszłam do stołu. Podłoga zaskrzypiała. Usiadłam na krześle.
____

Wyszłam na poza strefę kwarantanny. Dziwnie cicho. Skręciłam w moją uliczkę. Przystanęłam i rzekłam: No super. Biegacze. Spanikowałam i zaczęłam biec w nadziei, że ucieknę.
Wrzaski były coraz głośniejsze. Zauważyłam jakby małe przejście między dwoma zrujnowanymi budynkami. Miałam już plan. Wbiegłam w nią i zatrzasnęłam metalowe, siatkowe drzwi. Byłam bezpieczna. Wzięłam głęboki oddech i pobiegłam przed siebie.
To wszystko dzięki mojemu strategicznemu myśleniu – pomyślałam dumna ze siebie. Biegłam truchtem lekko już zdyszana w kierunku lasu.
____

Wbiegłam zdyszana do lasu, oparłam się o stare drzewo na początku lasu. Wędrowałam po lesie w poszukiwaniu jakiegoś źródła wody. Kiedy w końcu znalazłam małą rzeczkę pochyliłam się aby sprawdzić czy jest zdatna do picia usiadłam na ziemi i napiłam się wody.
Pomyślałam - Muszę uważać na Czychacze,ponieważ mają wyostrzone zmysły słuchu oraz węchu. Czychacze polują najczęściej czekając w ukryciu na ofiarę. Sposób na walkę z tego typu przeciwnikiem jest identyczny co w przypadku Biegacza. Rzucamy butelką, wywabiając zarażonego z ukrycia, i atakujemy ostrym narzędziem od tyłu.
Podniosłam się i otarłam usta ręką rozglądając się podejrzanie. Wspięłam się na najbliższe drzewo.Widok? Jednym słowem? Wydawało się, że za chwile ten świat przepadnie, zawali się. Po prostu zniknie. Rozwalone domy i oczywiście te bestie co latają się po ulicy jakby były u siebie. I znowu zabujałam w obłokach: Ciekawe jakby to było gdyby to świństwo nie wybuchło? Sami doprowadziliśmy siebie do zagłady. Chciałam już zejść, a tu proszę bardzo! Zbliżają się! Biegacze musieli mnie znaleźć i to chyba ci sami.
Pomyślałam - Ci idioci się nie odczepią?!... Myśl, Sandra skup się! No przecież!
Wyjęłam z kieszeni mały poręczny dynamit po czym znowu zaczęłam swój monolog - Wiedziałam, że kiedyś mi się przydasz. Odkręciłam i nie marnując czasu rzuciłam.
Pojawił się dym, a później wybuch. Wielki wybuch i chwila nadziei. Dym zniknął, a ja zobaczyłam leżących przeciwników, ale jest jeden minus. Drzewa nie są odporne na dynamity. Rzekłam - No mądra ja!


<Jane?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz