wtorek, 7 lutego 2017

Od Aurory

Obudziłam się w tym samym miejscu co zawsze. Na stosie brudnych koców dookoła innych osób w strefie kwarantanny Detroit , którą z każdej strony otaczało uzbrojone wojsko. Jeszcze 15 lat temu nie zasnęłabym w takim miejscu. Położyłam się na moje twarde posłanie i sucho spojrzałam w stary, zabrudzony sufit. Wtem wyobraziłam sobie umalowaną, czystą ścianę, a dookoła starannie urządzony pokój, w którym zawsze panował lekki nieład. Białe drzwi poobklejane naklejkami i różnymi tapetami. Nagle otwierają się, wchodzi przez nie uśmiechnięta mama, a za nią biegnie pies z obślinionym pyskiem energicznie machając ogonem. Mamusia zabiera mi miękką, pachnąca kołdrę i każe wstawać na śniadanie. Schodzę na dół, ścianę przy schodach ozdabia pełno zdjęć w kolorowych ramkach. Zaciągam zapach świeżego, upieczonego chleba, a moim oczom ukazuje się niewielki, choć ładnie udekorowany stół, na którym znajdują się rozłożone, bialutkie talerze, a obok nich są czyste, lśniące sztućce. Na środku blatu stoi świeże, jeszcze ciepłe jedzenie. Na jednym z krzeseł siedzi tata, w rękach trzymają gazetę i popija kawę. Mama stoi przy kuchence, już robiąc obiad. Radio gra na całego, dobiega z niego skoczna muzyka. Zasiadam do stołu i mozolnie nakładam sobie na talerz ciepły chleb i inne potrzebne produkty do zrobienia kanapki. W tym momencie się budzę. Słyszę dźwięk starej łyżki, która uderza o duży, zardzewiały gar. Rzucają mi trochę pożywienia, starą, zgniecioną puszkę, w której znajduje się trochę brudnej konserwy. To i tak rarytas. Zjadam ją, po czym wstaję i wyciągam się. Siadam na kocach i rozglądam się dookoła. Ludzie z kamiennymi twarzami coś robią, inni wgapiają się w jakieś swoje stare zdjęcia, inni prowadzą konwersacje, a jeszcze inni wychodzą z tego pomieszczenia. Ja, jak zwykle jestem sama. Nie jest mi smutno z tego powodu, zdążyłam przywyknąć. Nieraz mam ochotę stąd uciec. Przebywanie w strefie kwarantanny daje mi bezpieczeństwo, dach nad wodą oraz prowiant, lecz to nudne, choć po co szukać wrażeń na zewnątrz? Abym została zgwałcona, zabita przez jakieś bandy barbarzyńców bądź przez zakażonych? Lub co gorsza sama zostałabym zakażona grzybem? Po co mi to, do tego nie mam zbyt wiele siły. Łatwy ze mnie cel, choć pragnę wynaleźć lek na tego grzyba. Nie uda mi się, na pewno. Skoro naukowcom się nie udało. Często o tym myślę, zakradam się do pokojów naukowców i obserwuję różne badania i ich wyniki. Wpadam na różne pomysły, które jednak okazują się klęską. Cóż. Siedziałam wciąż jak słup, bujając w obłokach. Pewnie przesiedzę tak cały dzień, moja jedyna rozrywka... Ah, sęk w tym, że jej nie ma. Zamyślona położyłam się ponownie na stosie brudnych płótn. Moje rozmyślenia zupełnie niespodziewanie przerwał czyiś głos, który najwyraźniej był skierowany do mnie.

<Rhysand?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz