czwartek, 9 lutego 2017

od Aurory - cd. Rhysanda

Widziałam, jak chłopak prędko upycha pożywienie do plecaka i torby podręcznej. Pakował najwięcej, ile się da. Przecież były to zapasy dla wszystkich ludzi mieszkających w kwarantannie, tym mnie. Nie mógł ich sobie wziąć. Musiał być sprytny, skoro posiadał klucze do magazynu. Byłam strasznie oburzona zachowaniem nieznajomego, ja wiedziałam, że tak się nie postępuje. Mimo tej ciężkiej sytuacji, z którą staramy się uporać już od piętnastu lat. Może to, co zrobiłam mogło sprowadzić na mnie wir niebezpieczeństw i kłopotów to pobiegłam za chłopakiem. Był szybki, nie mogłam go dogonić. Zacisnęłam zęby i podkręciłam tempo, aż zbliżyłam się do uciekiniera. Wyciągnęłam rękę i pociągnęłam go za plecak. Zatrzymał się i rzucił na mnie krzywe spojrzenie, po czym natychmiast się odsunął. Nie uciekał, gdyż byliśmy już daleko od kwarantanny.
- Co ty wyprawiasz? - fuknął, groźnie zmierzając mnie wzrokiem.
- Oddaj to, co ukradłeś. To zapasy dla niewinnych ludzi, nie możesz tego ukraść. - skrzywiłam się, prawie że krzycząc.
- A co mnie to obchodzi? - parsknął, przekręcając oczami, na jego twarzy na chwilę namalował się jakże sztuczny i podły uśmiech. 
- Nie wiem, gdzieś to mam, ale powinieneś to zwrócić, przecież pożywienie jest potrzebne do życia! - warknęłam. 
- W magazynie jest tego tyle, że starczy. Przestań zabierać mi czas i zmykaj stąd, zanim coś się stanie. - burknął, poprawiając plecak i zbierając się do ponownej ucieczki.
- Trudno, liczy się sam fakt, że coś zabrałeś. To nie twoje. - w tym momencie może wydałam się zgorzkniałą dziewczyną, która bezskutecznie stara się bronić sprawiedliwości, lecz cóż...
-Teraz moje, teraz żegnam cię młoda damo. - odwrócił się, lecz ja znów pociągnęłam go za plecak.
Przyznam, że ów sytuacja ożywiła nieco moje nudne życie, które przepełnione było monnotonością oraz tę samą, bezbarwną rutyną.

<Rhysand?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz