niedziela, 26 lutego 2017

od Carlos'a

Wywlokłem się z samochodu trzaskając drzwiami, niestety musiałem pozostawić go poza murami miasta. Natychmiast zapadłem się w grząskie błoto dosłownie po kolana, warknąłem pod nosem powoli posuwając się do przodu. Dzień zapowiadał się okropnie, była dopiero ósma a już wysiadł mi prąd w domu, lało jak z cebra a ja stałem pod bramą moknąc i zapadając się w błoto. Nikt nie miał zamiaru otworzyć mi bramy, skrzywiłem się unosząc głowę do góry, nade mną rozpościerały się wieżowce pożerane przez korozję. Kopnąłem metalowe kraty powodując głuchy brzdęk roznoszący się dookoła. Poskutkowało i potężnie zbudowany blondyn wypadł zza rogu mierząc we mnie bronią.
- Samochodu się nie słyszało? - prychnąłem wyciągając dokumenty i podając je mu przez kraty. Mężczyzna uśmiechnął się krzywo uderzając w przycisk otwierający wrota.
- Co ty dzisiaj taki uszczypliwy, Royer? - Zmierzyłem mężczyznę wzrokiem, on przynajmniej miał kurtkę. Odebrałem mu swoje papiery i machnąłem ręką udając się na swój posterunek. Miasto powoli się budziło, co jakiś czas ktoś przemykał obok mnie, miałem wrażenie, że ludzie boją się żołnierzy, z resztą bardzo trafne. Czułem się taki mały, czarny. Przemykałem między budynkami, było zdecydowanie zbyt pusto, zbyt cicho - byłem pewien że coś się święci. Dotarłem do budynku w którym miał stacjonować mój oddział. Wszedłem do środka otrzepując ciężkie buty z błota, przez chwilę kilka par ślepi zwróciło się w moim kierunku, jednak po chwili wszyscy wrócili do swoich zajęć. 
- Kto wyszedł na zwiad? - zapytałem zdejmując przemokniętą, wierzchnią część ubrania i odgarniając mokre włosy z czoła.
- Archie i Jenna są na patrolu, my też zaraz wychodzimy. - Zwróciłem wzrok w stronę rudowłosej dziewczyny którą wołaliśmy właśnie "Ruda", nikt w zasadzie nie pamiętał jej imienia. Zawzięcie pakowała magazynki więc usiadłem w pewnej odległości od dziewczyny dając sobie przynajmniej chwilę by się ogrzać. Nie miałem zbyt dużo na pozbycie się choćby szarej chmury irytacji znad swojej głowy, drzwi skrzypnęły i do środka wpadła właśnie Jenna. 
- Słuchajcie, znaleźliśmy trupa rozsmarowanego na chodniku.
- Więc go spalcie, jeszcze kogoś zarazi tym syfem. - Ruda najwyraźniej też nie była w najlepszym humorze.
- Zupełnie was to nie rusza?! - Brunetka wbiła we mnie swoje ślepia czekając na trochę współczucia. Była jeszcze młoda, nie naoglądała się jeszcze tyle trupów. - Sprzątnijcie go.
Rudowłosa podniosła się z miejsca zabierając swoje wyposażenie, zrobiłem do samo. Zauważyłem jak tryumfalnie spogląda na brunetkę mijając ją w drzwiach, zrobiło mi się szkoda młodej.
Na szczęście przestało padać, przechadzaliśmy się po mieście bez określonego celu próbując wyłapać coś podejrzanego. Mijaliśmy jedynie zwiadowców z innych oddziałów, było tak cholernie nudno.
Dziewczyna przystanęła robiąc głęboki wdech po czym soczyście zakaszlała. 
- Czujesz jak wali?
Rzeczywiście w powietrzu unosił się okropny smród. 
- Palą ich.
- Obrzydliwe. - Obruszyła się zapinając kurtkę pod sam nos. Przez chwilę szliśmy w ciszy przeczesując teren, nagle dziewczyna spojrzała na mnie z błyskiem w oku. -Zrywamy się na chwilę. -Rzuciła po czym ruszyła przed siebie skręcając w boczną uliczkę. Rozejrzałem się dookoła po czym puściłem się w ślad za nią, przeskakując kolejne kontenery na śmieci i wygięte latarnie. Słyszałem przed sobą jej śmiech kiedy z prędkością światła pokonywała przeszkody jakby to było dla niej nic, w końcu zatrzymała się przed zapuszczoną kamienicą wyjmując broń.
- Wchodzimy. - I tak też zrobiliśmy prześlizgując się po schodach pozbawionych poręczy, wszystko śmierdziało stęchlizną. Ktoś trzasnął drzwiami jednego z mieszkań, jeśli ktokolwiek tu był nie miał zamiaru się z nami bić. Wkroczyliśmy do mieszkania na samej górze, na podłodze leżały porozrzucane ubrania, rozgniataliśmy butami odłamki szkła. Dziewczyna ze sporą ekscytacją doskoczyła do blatu czegoś co było wcześniej kuchnią obejmując dłonią maszynę. - Ile wziąłbyś za naprawę tego złoma? - Podszedłem bliżej przyglądając maszynie, wyglądała na ekspres do kawy.
- Po co ci on? -Zmarszczyłem brwi próbując jakoś dostać się do środka.
- Dałabym go mamie na urodziny - oznajmiła. - Ale to nie ważne, ile?
- Pewnie sporo - mruknąłem. - Mogę spróbować ale nie obiecuję że zadziała. I wyrwałaś nas z posterunku dla ekspresu, pogięło cię?
- Podrzucę ci go, przy okazji przeczeszę tą twoją warownię - zaśmiała się zawracając w stronę wyjścia. Gdy wyszliśmy na zewnątrz znów zaczęło padać wiejąc nam prosto w twarz, przekląłem pod nosem. Dotarliśmy do bazy, dziewczyna weszła do środka pierwsza, nagle stanęła jak słup blokując mi drogę wejścia. - Co jest? -mruknąłem wyglądając zza jej ramienia, moim oczom ukazała się sylwetka jakiegoś chłopaka szarpiącego się na podłodze, obok dwóch naszych ludzi.
- Świetlik. - Na twarzy rudowłosej zagościł uśmiech satysfakcji, darzyła organizację ogromną nienawiścią. Weszliśmy do środka, usadowiłem się na stole obserwując jak czerwonowłosy chłopak został skrępowany i pozostawiony na podłodze. Chłopcy musieli wrócić i dokończyć swoją wartę, zostaliśmy więc we trójkę. Przyglądałem się jak dziewczyna trąca go butem z kamienną twarzą.
- Nie maltretuj go - mruknąłem zakładając jedną nogę na drugą.
- Zachciało się bawić w bunty, co? - prychnęła zupełnie nie zważając na moje słowa, złapała chłopaka za włosy unosząc jego obitą twarz do góry. - Nie będziesz się nawet bronił?
- Idź, przynieś tu ten ekspres. - Rudowłosa uśmiechnęła się uroczo puszczając chłopaka który z hukiem upadł na posadzkę, zgarnęła kurtkę i po chwili już jej nie było. Zapadła cisza kiedy obserwowałem warczącego coś pod nosem czerwonowłosego, z każdym ruchem syczał z bólu. Zeskoczyłem ze stołu zwracając na siebie jego uwagę. 
- Jaki masz interes w oszczędzaniu mi bólu? - Warknął czerwonowłosy swoim niskim głosem.
Przyklęknąłem obok niego przyglądając się surowemu wyrazowi jego twarzy, kąciki moich ust powędrowały do góry. - Co mi zrobicie?
- Zgnijesz w jakiejś dziurze albo dostaniesz kulkę, zależy czy twoi koledzy nabroją. - Dojrzałem błysk przerażenia w jego spojrzeniu, po chwili ściągnął brwi i przygryzł dolną wargę w jakimś nieokreślonym przypływie determinacji. 
- Wypuść mnie. - Prychnąłem śmiechem spoglądając na chłopaka. 
- I co będę z tego miał?
- Co zechcesz. - Spojrzałem na niego z politowaniem, pałał chęcią życia.
- W takim razie chcę ciebie. - Rozciągnąłem ręce wyłamując sobie palce.
- Że co proszę?! - Czerwonowłosy aż szarpnął się na bok, przekrzywiłem głowę na bok lekko rozbawiony.
- Nie będę negocjował.


<Chanyeol?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz