sobota, 4 marca 2017

od Chanyeol'a - cd. Carlos'a

Parsknąłem cicho, odwracając wzrok na bok i wytarłem dłońmi lekko kurtkę, jedząc później coś jeszcze z talerza. Zaprzestając patrzenia się w jedzenie, zwróciłem wzrok na Cal'a, czując ciecz przesiąkającą przez ubrania, co było najmniejszym problemem.
- Mogę skorzystać z łazienki? - spytałem, przerywając ciszę, która zapanowała po sytuacji sprzed chwili.
- Herbata na ciele ciebie denerwuje? - spytał retorycznie, prostując się i podchodząc, aby rozwiązać węzły, a ja wywróciłem jedynie oczami, podnosząc się z ziemi i na ślepo kierując się po korytarzu, nie myśląc nawet o zapytaniu gdzie łazienka może się znajdować.
Po otwieraniu na ślepo paru drzwi, przez jedno z okien wyglądając na zewnątrz, aby zauważyć sytuację na dworze, napotykając wzrokiem oddalony już samochód, których wiele, dla mnie, nie jeździło. Trafiłem w końcu jednak na odpowiednie pomieszczenie i niewiele myśląc zacząłem ściągać z siebie ubrania, wcześniej bawiąc się włącznikiem, co powinno dać mi świadomość o braku prądu. Włączyłem wodę, z zamiarem umycia się, ale niedługo po uderzeniu jej o skórę, nie dałem rady nawet powstrzymać krzyku, który wydarł się z mojego gardła, a nim zdążyłem zareagować na całą sytuację, do środka wszedł Cal.
- Jezu, nawet moment nie możesz w spokoju usiedzieć? - wywrócił oczami, pocierając skronie dłońmi i skupił swój wzrok na mojej osobie, gdzie po raz kolejny w ciągu tego dnia moja twarz przybrała koloru czerwonego, słysząc po chwili krótki śmiech ze strony ciemnookiego, który nałożył ręcznik na moją głowę i ramiona, wycierając je przy okazji - Cały czas się tylko rumienisz Chan - spiąłem się lekko, słysząc zdrobnienie swojego imienia i podniosłem wzrok, aby mieć możliwość zauważenia mężczyzny przez materiał ręcznika - Jesteś pewien, że nie potrzebujesz tych naboi? - dodał po chwili, przechylając głowę lekko na bok, a ja zacisnąłem wargi w cienką linię, sięgając dłonią po ręcznik, aby mieć możliwość owinięcia go wokół swojego pasa, stojąc na przeciwko Cal'a, przyglądając się po raz pierwszy rysom twarzy mężczyzny, odwracając jednak swoją uwagę gdy wypowiedziane przez niego słowa uderzyły mi do głowy po raz kolejny.
Fakt, że widział mnie bez żadnej odzieży nie wydawał mi się największym problemem, choć twarz wyrażała sprzeciw przez niezamierzający znikać czerwony kolor.
- Może poszukaj sobie jakiejś dziewczyny do zaspokojenia twojego napalenia. Gdzie podejrzewam i tak każda czy każdy jak wygłodniały pies się rzuci - powiedziałem, nie urywając kontaktu wzrokowego i krzyżując ręce na klatce piersiowej - A teraz wyjdź - skwitowałem, wskazując dłonią na drzwi i obserwując barki mężczyzny jak zrobił to, o co został poproszony.
Chwyciłem grzbiet nosa między dwa palce i wypuściłem powoli powietrze z płuc, sięgając później po swoje ubrania, powoli ubierając się z powrotem i zmniejszając wcześniej widoczność plamy najbardziej jak się dało. Spojrzałem w lustro na teraz ulizane przez bluzkę włosy, potrząsając pare razy głowa i czochrając je dłonią, nie mogąc zbytnio patrzeć na wcześniejszy ich układ. Wyprostowałem lekko ubrani rękoma i wyszedłem z łazienki, widząc obok nich Cal'a, będąc trochę zdziwionym jego obecnością
- Jak ty się dostałeś w ogóle tam, co? - spytał, a ja zmarszczyłem brwi, próbując zrozumieć o co mu chodzi - Jakim cudem zostałeś złapany, tak spytam - dodał, kierując się w stronę sypialni, która dotychczas była mi jedynym znanym pokojem.
- Szedłem, aby zgarnąć przywożone przez was jedzenie i broń no i w ogóle, wiesz o co chodzi - nabrałem powietrza w płuca, rozpoczynając dalsza opowieść - Zauważyłem po chwili jakaś osobę gdzieś w oddali i zamiast odejść z miejsca zdarzenia, poszedłem w tamtym kierunku, widząc, na oko, trzylatka. Nie myśląc co dziecko robi samo w takim miejscu, podszedłem i tak, bo to było silniejsze ode mnie w końcu - przejechałem dłonią po twarzy, przeżywając własny idiotyzm - Długo nie zajęło, aby zjawił się ktoś z armii i mnie schwytał. A ledwo co poznałem jego imię, Mark chyba - skwitowałem, machając niedbale dłonią, słysząc znowu śmiech ze strony ciemnowłosego.
- Dałeś się złapać ze względu na dziecko? - parsknął cicho, mierząc mnie wzrokiem.
- To było silniejsze ode mnie, dobra? Chodziło same, jeszcze takie małe to no... - uciąłem, nie wiedząc jak siebie wytłumaczyć i postanowiłem przy okazji nie brnąć dalej.
W odpowiedzi dostałem kolejny krótki śmiech od Cal'a, zatrzymując na nim wzrok. Wytknąłem mu jedynie język, podnosząc się po chwili z ziemi i kierując się do wyjścia, długo nie musząc jednak czekać na słowa ze strony ciemnowłosego
- A ty gdzie idziesz? Śpisz tutaj - stwierdził, samemu wstając z łóżka, na którym siedział i wyminął mnie w progu, a ja próbowałem nie mieć głupiego wyrazu twarzy, aby nie dać po sobie znać, że była to dla mnie niespodziewana decyzja z jego strony.
Po chwili jednak wrócił, zabierając jakieś ubrania i mi również coś wciskając w ręce, zapewne do przebrania. Po tym jak Cal wyszedł, położyłem rzeczy na materac i podniosłem bluzkę w górę, przechylając głowę lekko na bok. Powinno być dobrej wielkości, w końcu różnicy wzrostu sporej z mężczyzną nie mam. Wiele mi nie zajęło, aby zmienić strój i znalazłem się na łóżku, od razu czując jak odpływam.
___

Nie wiedząc zbytnio, która jest godzina, przejechałem dłonią po oku, czując po chwili uderzenie zimna. Zacisnąłem wargi w cienką linię, pocierając własne ramiona i spojrzałem w stronę okna, widząc, że wciąż jest ciemno. Westchnąłem cicho, wstając z łóżka i jak najciszej dotarłem do salonu, gdzie na kanapie leżał Cal, ale moją uwagę bardziej przykuł kominek. Usiadłem na ziemi, blisko źródła ciepła, słysząc po chwili jakiś ruch za mną, czyli tam, gdzie była kanapa. Obróciłem lekko głowę, spotykając w ten sposób wzrok ciemnowłosego i uśmiechnąłem się nieznacznie, zamierzając podnieść się z podłogi i wrócić do sypialni, dopóki mężczyzna nie wstał z sofy, gdzie ja dopiero teraz zauważyłem brak bluzki na jego torsie, a na jego twarzy pojawił się uśmiech.
- Podoba się to co widzisz? - spytał retorycznie, a ja odwróciłem wzrok na bok, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- Spieprzaj - mruknąłem, pocierając już ogrzane ramiona.
Cal zniknął na moment z mojego pola widzenia, wracając po chwili z materacem, który położył pomiędzy kanapą, a kominkiem. Podniosłem wzrok z podłogi na ciemnowłosego, rzucając mu pytający wzrok, ale zostając w tym kierunku zignorowanym. Szybkimi krokami podszedłem do materaca, od razu się na nim kładąc i ciesząc się z towarzyszącego ciepła.
- Tata pewnie już umiera na zawał, nie wiedząc gdzie się pałętam - mruknąłem sam do siebie, uśmiechając się pod nosem.
- Tata? - spytał, podpierając się na łokciu, a ja kiwnąłem lekko głową.
- Jego pomysłem było ogólnie dołączenie do Świetlików, a powód to inna historia - powiedziałem ciszej, czując po chwili palce we własnych włosach, przez co Cal spotkał się z morderczym wzrokiem, gdzie w odpowiedzi i tak dostałem śmiech z jego strony.
- Czyli nie jesteś Świetlikiem z własnej woli, tak? - spytał, owijając sobie włosy wokół palców, a ja po raz kolejny przytaknąłem.
- Jakieś bezpieczeństwo dodatkowe jest niż życie na własną rękę, główny powód, dla którego tata w ogóle się przyłączył - trzymałem tępo wzrok na suficie, bawiąc się krańcem bluzki, podnosząc się po chwili do siadu, aby po chwili syknąć cicho z nieznacznego bólu jak pociągnięty zostałem za włosy przez to, że dłoń ciemnowłosego została w miejscu. Wyplątałem jakoś jego palce, wiedząc, że kosmyki stoją teraz w każdym kierunku i przejechałem dłonią po twarzy - Czemu w ogóle mnie jeszcze nie zabiłeś, co? Czemu mnie tutaj trzymasz - spytałem, opierając dłonie za plecami oraz siedząc po turecku, ledwo co zauważając, ze względu na słabe oświetlenie, wzruszenie ramionami Cal'a.
- Najpierw ze względu na układ, a teraz nie wiem, dla zabawy może - stwierdził, obracając się na swoim miejscu, a ja położyłem się z powrotem, splatając dłonie ze sobą na klatce piersiowej, nie odpowiadając nic więcej, tylko zamierzałem iść ponownie spać.
- Dobranoc - skwitowałem rozmowę, obracając się w stronę kanapy, na moment podnosząc wzrok, aby zauważyć już zapadającego w sen Cal'a.
Zamknąłem oczy, samemu dość szybko ponownie odpływając.
___

Mruczałem jak zwykle, gdy jestem sam poza własnymi granicami, coś pod nosem. Na moje nieszczęście, o swoim tacie, co musiał usłyszeć Cal, który na twarzy miał uśmiech jak wpół się przebudziłem
- Co ty robisz? - mruknąłem ochrypniętym głosem, pocierając oczy rękoma wciąż leżąc na materacu.
- Zwykle tak wstaje. I jedyny transport do twojego tatusia wyrusza za godzinę - powiedział, przygotowując coś do picia w kuchni, a ja zacisnąłem jedynie lekko dłonie na materacu po podniesieniu się do siadu.
Zostawiłem go bez odpowiedzi, idąc do pokoju, w którym zostawiłem ubrania i sprawdziłem ich stan, które na szczęście wyglądały dobrze i nawet świeżo. Zająłem się przebieraniem, naciągając już bluzkę przez głowę, słysząc po chwili otwarcie drzwi
- Lepiej się przygotuj i zjedz coś szybko, bo nazbierało się zarażonych w okolicy. Samochód nie zawsze może nas uratować - poinformował mnie, a ja kiwnąłem lekko głową, kończąc przebieranie.
Zszedłem na dół, widząc tam już gotowe śniadanie, niezbyt duże, ale wystarczające. Znalazło się szybko w moim żołądku, a ja dostałem coś do rąk, nie sprawdzając nawet co to, nie mając czasu
- Nie minęła jeszcze godzina przecież - powiedziałem, zwiększając parę razy kroki, aby wyrównać je z Cal'em.
- Ale dużo nie zostało - stwierdził, wpuszczając mnie do samochodu.
Większość drogi minęła w ciszy, głównie przez fakt, że w połowie zasnąłem, ponieważ spanie do piątej nie było dla mnie wystarczające, nie dzisiaj przynajmniej. Obudziło mnie dopiero zahamowanie pojazdu, przez co spadłem prawie z tylnych siedzeń
- Pobudka, dalej ciebie nie wiozę - powiedział, obracając się na swoim miejscu.
Mruknąłem coś pod nosem, drapiąc się po karku i otworzyłem drzwi, czując po chwili jak bicie serca mi przyspiesza przez nagły atak Biegacza, co zmusiło mnie do gwałtownego zamknięcia drzwi, przez co głowa zarażonego została zgnieciona, a ręka prawie wpadła do środka
- No wiesz, a sprzątałem tutaj niedawno - spiorunowałem chłopaka wzrokiem, słysząc jego słowa.
- Żyję, dziękuję za troskę - odgryzłem się, wychodząc z pojazdu i nogą wykopując ciało z drogi, wspólnie z ręką z pojazdu, zatrzymując się na moment nim mężczyzna nie odjechał - I dziękuję za nie zabicie mnie - dodałem
- Lepiej się pospiesz, list gończy jest za tobą już wywieszony - powiedział przed odjechaniem,
Kiwnąłem głową i szybkim tempem ruszyłem w kierunku siedziby, unikając jakiegokolwiek niebezpieczeństwa, aby po chwili poczuć dłonie oplatające się wokół mojego ciała
- Boże drogi Chanyeol! - zaśmiałem się krótko, słysząc głos własnego taty, który stał tuż przede mną, wyciskając prawie ze mnie życie - Gdzieś ty był? Albo dobra, nieważne. Żyjesz, tyle się liczy. Nie mógłbym stracić kolejnego dziecka - stwierdził, a ja rysowałem dłonią kółka na jego plecach, chcąc go w ten sposób lekko uspokoić.
- O-oddychać nie mogę - wydusiłem w końcu, rozluźniając ścisk mężczyzny samemu - Ale już jestem. Tylko no... bez naboi - mruknąłem ciszej, nerwowo drapiąc swoje przedramię.


<Carlos?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz